Ten chór to seksowny symbol Opola

Opole Gospel Choir to jeden z najbardziej profesjonalnych i docenionych w kraju zespołów z Opola. W połowie maja będzie obchodził swoje 10-lecie. – W chórze mamy już pięć małżeństw, które mają w sumie siedmioro dzieci – żartuje Jacek Mełnicki, twórca chóru.

Rozmowa z Jackiem Mełnickim

Anita Dmitruczuk:10 lat to sporo.

Jacek Mełnicki, dyrektor i twórca Opole Gospel Choir: Sam nie sądziłem, że tyle to potrwa. Pamiętam jak zaprosiłem wyselekcjonowaną wcześniej młodzież na pierwszą próbę; biedni, nie wiedzieli nawet po co. Dopiero potem zacząłem im opowiadać o muzyce gospel, przynosiłem nagrania. Większość polubiła ją od razu, tylko kilka osób stwierdziło, że to nie dla nich. Ostatnio starałem się policzyć, ilu z tych ludzi w dalszym ciągu jest w chórze. To jakieś cztery-pięć osób, które w Opolu po prostu zostały.

Ale dzisiaj Opole Gospel Choir ma aż trzy składy. A wydawać by się mogło, że chór gospel to raczej mało modna sprawa. Młodzi chyba chcą być raczej frontmanami.

– Tak, ale prawie każdy z nich działa dodatkowo na jakimś własnym artystycznym polu i jeśli chce być frontmanem to jest – poza chórem. Inaczej niż w tych trzech składach pracować by się nie dało. Z 36 osób, które w sumie śpiewają w Opole Gospel Choir, na miejscu mieszka pięć osób, reszta przyjeżdża na próby z całej Polski. Na ostatniej, niedzielnej próbie dziewczyny, które przyjechały tu z Poznania, były dwie godziny, a potem zmykały na pociąg, bo o 18 musiały być już w Poznaniu w teatrze. Jestem dla nich pełny podziwu.

Po co to robią?

– Gospel jest takim rodzajem muzyki, który daje dużo przyjemności. Jeśli się komuś wydaje, że to ma jakiś duży związek z religijnym uduchowieniem, to muszę go rozczarować. Tego typu kwestii w ogóle nie poruszam ze swoim chórem, bo dla mnie liczy się muzyka, a religijnych spraw unikam, są prywatne.


Poza tym przez te wszystkie lata ludzie z chóru mocno się ze sobą zaprzyjaźnili. Przy okazji jubileuszu zaczęliśmy liczyć różne rzeczy i okazało się, że w chórze mamy pięć małżeństw, które mają w sumie siedmioro dzieci. Oczywiście przy okazji ślubów delegacja chóru jest absolutnym obowiązkiem.

No i myślę też sobie czasami, że chociaż dla wielu z nich drogi życiowe i zawodowe potoczyły się różnie, znakomita część z Opola wyjechała, to jednak lubią wrócić do domu, jestem dla nich trochę takim wujkiem Jackiem.


Z tym wujkiem to chyba pan trochę przesadził, chórem kieruje pan twardą ręką.

– Bo inaczej się nie da, przecież bardzo rzadko mamy próby. A poza tym jestem maksymalistą, chcę mieć pewność, że to, co prezentujemy, ma najwyższy poziom artystyczny.


Zdarzyło się pewnie panu kogoś z chóru wyrzucić.

– Zdarzyło.


Z hukiem?

– Nie, staram się tego uniknąć, ale pamiętam kilka przypadków niepojawiania się na próbach i kilka niedopasowania do zespołu.

A co to znaczy?

– Chodzi mi o ludzi, którzy byli po prostu zbyt dużymi indywidualistami i nie potrafili się odnaleźć w zespole. Żeby śpiewać w chórze, trzeba lubić śpiewać wspólnie, być w harmonii. Tam nie ma miejsca na nic innego.

Do chóru przyjmuje pan po znajomości albo z polecenia?

– Można tak to ująć. Przyjmuję ludzi sprawdzonych, takich, o których wiem, że mogę na nich liczyć i że za każdym razem dadzą z siebie 100 proc., wtedy mogę spać spokojnie. Dlatego pewnego rodzaju zapleczem dla Opole Gospel Choir było zawsze opolskie Studio Piosenki. Tam obserwowałem, jak ludzie pracują, jakie mają możliwości i przede wszystkim, jaką barwę głosu, żeby mieć pewność, że w chórze uzyskam taki efekt, o jaki mi chodziło. Zdarzało mi się przyjmować osoby polecone przez kogoś, ale też nigdy w ciemno. Bo ja po prostu nie mogę sobie na to pozwolić.


Co było dla pana największym sukcesem w historii chóru?

– Po pierwsze nagroda dziennikarzy na festiwalu. Bo to nasz opolski festiwal, a poza tym ta nagroda była dla nas ogromnym zaskoczeniem, wcześniej chyba się nie zdarzyło, żeby dostali ją bohaterowie – powiedzmy sobie to jasno – trzeciego planu. Poza tym sukcesem był na pewno nasz udział w Gospel Award w Berlinie. To jeden z najważniejszych festiwali gospelowych w Europie, a my byliśmy jednym z sześciu zespołów tam zaproszonych. No i sam występ dla 10 tys. ludzi był po prostu niesamowity, muszę powiedzieć, że w Niemczech gospel jest bardzo popularny, zupełnie inaczej niż u nas.

Może dlatego, że rzadko tu występujecie. Poza festiwalem, gdzie często śpiewacie chórki, można was usłyszeć może raz do roku.

– Co roku jest Opole Gospel Festival, który powołaliśmy do życia rok po powstaniu chóru. Tak będzie i tym razem, 15 maja, i będziemy przy tej okazji obchodzić nasz jubileusz, który tak naprawdę wypada w październiku, ale że wtedy filharmonia będzie w remoncie, to postanowiliśmy całe święto przesunąć. Zaprosiliśmy tym razem osoby, z którymi mieliśmy okazję współpracować, m.in. Ewę Urygę, która jest polską królową gospel, zespół Jazz Band Ball, który najdłużej na świecie gra jazz tradycyjny, i Harriet Lewis, amerykańską wokalistkę jazzową. Będzie też niespodzianka, ale wiadomo – nie zdradzę na razie, jaka.

Przez te wszystkie lata występowaliśmy chyba na wszystkich festiwalach w Polsce. Od Top Trendy, przez Festiwal Piosenki Rosyjskiej, po opolskie festiwale. Ale tak naprawdę sami rzeczywiście pojawiamy się rzadko. Raz, że to trudne ze względów organizacyjnych, żeby nas wszystkich zebrać w jednym miejscu i czasie, a dwa, że może w mieście nie ma na to pieniędzy. Nie występujemy przecież za darmo. Ale jak patrzę, jak ci wszyscy ludzie dwoją się i troją, żeby ściągnąć tu na próby z całej Polski, to nie miałbym im sumienia powiedzieć, że mają wystąpić za darmo.


Rozmawiała Anita Dmitruczuk
Źródło: Gazeta Wyborcza Opole, 12.05.2011
fot. Rafał Mielnik

Posted on 2011, in Opole Gospel Choir. Bookmark the permalink. Możliwość komentowania Ten chór to seksowny symbol Opola została wyłączona.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: