Jak nie uda się w Polsce, to uda się w Rosji

– Kocham śpiewać piosenki polskie i rosyjskie. Dlatego upatruję swoich szans zarówno w Opolu, jak i w występie na festiwalu piosenki rosyjskiej. Kto wie, jeśli nie uda mi się tu, to spróbuję sił we wschodnim show-biznesie? – mówi Michał Bober, wokalista występujący w konkursie „SuperDebiuty”.

Rozmowa z opolskim debiutantem. 

Piotr Guzik: W tym roku festiwalowe „Debiuty” odbywają się pod szyldem piosenek Krzysztofa Klenczona. Ty zaśpiewasz „Historię jednej znajomości”. Sam wybrałeś sobie ten kawałek?

Michał Bober: O przydziale utworów decydowali dziennikarze muzyczni, ja nie miałem na to większego wpływu. Na szczęście nie trafił mi się utwór kompletnie mi nieznany, choć musiałem się przyzwyczaić do innej aranżacji przygotowanej przez Tomasza Szymusia. W zeszłym tygodniu byłem w Warszawie na próbie z jego orkiestrą i było całkiem nieźle.

W eliminacjach startowałeś ze swoim zespołem.

Niestety, organizatorzy podjęli decyzję, że na samym festiwalu towarzyszyć mi będzie orkiestra. Bardzo żałuję i serdecznie pozdrawiam chłopaków z kapeli, bo liczyłem na to, że razem wyjdziemy i zagramy na tej scenie.

„Superdebiuty”, podobnie jak pozostałe koncerty „Superwieczoru”, są w tym roku dość okrojone. W swojej kategorii masz trzech konkurentów. Jak widzisz swoje szanse?

Trudno mi oceniać, bo nie słyszałem, jak prezentują się wykonania piosenek Klenczona w wypadku moich konkurentów. Ale jak dla mnie to całkiem dobrze, bo po co się stresować na zapas. Z tego co prześledziłem na ich temat, to tegoroczna stawka jest wyjątkowo mocna. Inna sprawa to to, że przykład poprzednich lat pokazuje, że osoby startujące jako reprezentanci Opola nie osiągają tutaj wiele.

Choć z drugiej strony często żartuję sobie ze znajomymi, że niezależnie jak by mi poszło, czwarte miejsce mam na pewno.

Jesteś minimalistą?

Nie jestem, ale też nie podchodzę do tego koncertu na zasadzie, że muszę wygrać, bo inaczej to będzie mój koniec. Mi przede wszystkim zależy na tym, żeby zaśpiewać naprawdę dobrze. Po to intensywnie ćwiczyłem swój utwór, by wpaść w oko publiczności w amfiteatrze i przed telewizorami. Chcę po prostu godnie udźwignąć brzemię reprezentowania Opola i Opolszczyzny.

Sama scena festiwalu nie jest ci jednak obca.

Jako wieloletni członek Opole Gospel Choir nieraz miałem okazję obserwować scenę amfiteatru. Dla mnie zawsze to były metaforyczne drzwi do kariery. Na tych deskach występowałem z chórem już nieraz, co jednak nie znaczy, że Debiuty, nie będą dla mnie nowym doświadczeniem. W końcu na scenie będę sam, więc wiąże się z tym także inny rodzaj tremy niż przed wspólnym koncertem z większą grupą ludzi.

Start w festiwalowych „Debiutach” to nadal szansa na wybicie się?

„Debiuty” nie gwarantują niczego oprócz trzyminutowego czasu antenowego. Jeżeli dobrze się je wykorzysta, to może to w pewien sposób pomóc. Mam jednak świadomość, że jest to tylko jeden z małych środków pomagających zaistnieć przed szeroką publicznością.

Nie myślałeś o starcie w programach telewizyjnych, które dają więcej czasu i możliwości, by się pokazać?

Tylko raz. Starałem się dostać do „X Factora”, ale nie przeszedłem eliminacji. Moje zdanie na temat tych programów nie jest najlepsze. Wielu moich znajomych startowało już w podobnych programach. To są ludzie niesamowicie utalentowani i mają ogromne możliwości oraz doświadczenie w kwestii warsztatu wokalnego, którzy z powodzeniem mogliby startować w zagranicznych programach muzycznych, tutaj nie znaleźli posłuchu i odpadali w eliminacjach, bo nie wpasowali się w producencki klucz. Takie formaty mają zapewniać rozrywkę w stylu „od pucybuta do milionera” i tak właśnie było chociażby w wypadku niedawnego finału „X Factor”.

Tymczasem „Debiuty” trzymają wysoki poziom. Szkoda tylko, że w ostatnich latach formuła tego koncertu jest taka, że młodzi wykonawcy w nim startujący nie śpiewają swoich kawałków, tylko interpretacje utworów innych kompozytorów. Dawniej debiut w Opolu był czymś ważnym, co potrafiło ustawić artystę na lata, bo też zainteresowanie kocertem młodych talentów było ogromne. Teraz można odnieść wrażenie, że telewizja traktuje go po macoszemu i że organizuje go nie dlatego, że chce, a że zmusza ją do tego tradycja.

Na potrzeby kariery upodobniłbyś się do jakiegoś wykonawcy?

W życiu! Moja pasja muzyczna jest dość nietypowa jak na nasz kraj, ponieważ lubuję i specjalizuję się w śpiewaniu kompozycji rosyjskich. Niezależnie od tego, co mi przyniosą „Debiuty”, zamierzam pozostać wierny swoim ideałom i pasjom.

Swoją drogą, zaraz po „Debiutach” rozpoczynam przygotowania z Moniką Wiśniowską do wspólnego występu w konkursie „New Wave”, największego festiwalu młodych talentów muzyki rosyjskiej. Z nim też wiążę pewne nadzieje. Bo kto wie, jeśli nie zbliżę się do polskiego show-biznesu, to spróbuję swoich sił w Rosji?

Źródło: Gazeta Festiwalowe Opole
Rozmawiał Piotr Guzik

Posted on 2011, in Michał Bober. Bookmark the permalink. Możliwość komentowania Jak nie uda się w Polsce, to uda się w Rosji została wyłączona.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: